Edyta Bartosiewicz - Jenny
Edyta o płycie: Następny przełom. Postanowiłam nagrać płytę na „setkę", czego od dawna się nie robi, jest niemodne. Właśnie od tej płyty stałam się członkiem zespołu i sama zaczęłam grać na gitarze. Ja długo nie mogłam w siebie uwierzyć, jako w gitarzystkę, ale Maciek Gładysz mi zawsze powtarzał żebym grała, gdyż podobno mam swój własny rytm, ciężki do podrobienia. Weszliśmy do Studio Buffo, usiedliśmy w kółku i w takim pomieszczeniu nagraliśmy 12 piosenek.Był to zwrot o 180 stopni w stosunku do „Szok'N'Szow". Bardzo osobista płyta, gdzie wszystkie rzeczy są dla mnie równe. Bardzo lubię „Coś zmieniło się", „Dobrze nam" (taki blusik erotyczny — mój pierwszy erotyk), „Na krawędzi", „Słyszę jak mnie wzywasz", który gramy zawsze jako ostatni bis na koncertach. Takie rzeczy jak „Jenny", czy „Skłamałam" mówią same za siebie i one wciąż żyją. Nie wiem skąd ja brałam inspiracje do tego wszystkiego i nie wstydzę się tej płyty pod żadnym względem. Oczywiście nigdy nie jestem zadowolona z tego jak zaśpiewam, ale tak będzie już zawsze.Wtedy zaczął psuć się rynek, a ta płyta przyniosła mi bardzo szeroki odbiór. Mogę powiedzieć, że jest ona mi najbliższa i najbardziej osobista.